Dziś rozpoczyna się rok szkolny, już nie będzie tak miło i będę musiała wstawać o pięć godzin wcześniej..
Jest 7,00 rano, powoli trzeba się szykować, zanim zwlekłam się z łóżka minęło jakieś piętnaście minut.
Przemyłam twarz zimną wodą, uczesałam się i ubrałam w "odpowiednie ciuchy". Zanim umyje zęby muszę zjeść jakieś śniadanie, mama podała mi maślaną bułeczkę z nutellą i kakałko. Po zjedzeniu zostało mi już tylko czekać na rodzeństwo, aby iść do kościoła.
Do nowej szkoły będę dojeżdżać autobusem, ale dzisiaj wyjątkowo jadę z mamą, to znaczy na rozpoczęcie musi myć rodzić, żeby coś tam jeszcze podpisać. Mama czekała na mnie odkąd usłyszała dzwony, które dają znać, że msza jest już w 3/4.
Usiadłam z przodu na miejscu pasażera. Samochód ruszył. Włączyłam radio i przeglądając się w lusterku myślałam jak to będzie, czy w mieście jest inaczej, jacy są tam ludzie, czy mnie zaakceptują ?
- Co jest? - Mama przez jakiś czas patrzyła się na drogę zerkając na mnie.
-nie nic, to znaczy.. ach... Zastanawiam się jak to będzie.
-Zobaczysz, wszystko bedzie dobrze. Nie wszędzie wszyscy są tacy jak u nas. -Chodzi o to, że w starej szkole często byłam wyśmiewana, nie wiem czemu zasłużyłam na takie zachowanie ze strony innych.
Gdy dojechałyśmy na miejsce, zauważyłyśmy, że apel jest na placu szkolnym. Było przemówienie dyrektora i w ogóle, a później jeszcze podzielił nas, czyli cały mój rocznik (2001) na sześć klas (a,b,c,d,e,f)
Sporo ich wyszło, u mnie zawsze wychodziła tylko jedna.
Po skończonym apelu rozeszliśmy sie do klas. Moja klasa ma numer piętnasty, ale gdzie to jest? Najgorsze w tej szkole jest to, że są 3 piętra, a numery nie są tak, że klasy są po kolei 1,2,3... Tylko np.; na pierwszym pietrze jest 1,5,14,10,20 itd. Totalnie bez sensu, na szczęście moja klasa okazała się być naprzeciwko schodów na trzecim piętrze. Gdy weszłam do klasy dostałam test językowy, ale był naprawdę łatwy pomimo tego, że ja i "języki" nie zbyt dobrze idziemy w parze.
Pierwsze wrażenie jest na prawdę dobre. Wychowawczyni też wydawała się bardzo miła, zobaczymy czy to nie były tylko pozory.
Całe zamieszanie skończyło się około godziny 11,45, dosyć długo, sądziłam, że bedzie krócej. Zanim jednak wróciłam do domu wstąpiłam do dwóch księgarni, aby dokupić resztę książek, a i tak brakowało czterech. Ja to mam pecha.
W drodze do domu pisałam z Jaśkiem, który wypytywał mnie jak było w nowej szkole, ale co miałam mu powiedzieć..
***Tydzień przed feriami***
Rok szkolny powoli mija, zaczynam wdrążać się w tą szkołę. Jest spoko, podoba mi się tutaj, moje obawy odeszły w kąt, co prawda są tutaj takie osoby, ale staram się je omijać.
Jest już po świętach, a za tydzień rozpoczynają się ferie, bardzo cieszę się z tego powodu, ponieważ rodzice pozwolili mi jechać na :Ferie z youtuberami", zapisałam się na turnus, żeby być w tym samym czasie co Jasiek, on nie wie o tym, że jadę, a rodzicie zgodzili się tylko z tego powodu, że on tam bedzie. Ale Janek będzie miał minę. Wiem, że dla niektórych to nierealne, żeby przyjaźnić się z kimś o pięć lat starszym, lub młodszym, ale nam się świetnie gada i nie przeszkadza nam różnica wieku. Lubię Jasia, a on mnie, świetnie się razem bawimy.
Muszę przeboleć, to że jeszcze cały tydzień szkoły, jak już mówiłam nie przepadam za nią.Teraz jestem na lekcji języka polskiego, babka strasznie przynudza, puszcza nam jakieś wiersze na odtwarzaczu, ostatnio bylo lepiej bo oglądalismy film na kąpie. To jest ostatnia lekcja, więc czekam już tylko do dzwonka i cieszę się jak zadzwoni.
Zawsze po skończonych lekcjach, mam godzinę do autobusu i wtedy, albo idę na miasto, albo idę do dziadków na obiad. Dzisiaj wybrałam tą pierwszą opcję, Jest zima, co prawda taka, że aż w ogóle jej nie ma, ale ci... haha. Jest taki jeden sklep, w którym co tydzień jest coś przeceniane, więc idę go odwiedzić.
Gdy tylko wyszłam ze szkoły wyjęłam telefon z kieszeni i o dziwo miałam dwie nie odebrane wiadomości, były one od Janka, ale czy on nie powinien być w szkole. Jak zwykle nie miałam kasy na kącie, żeby oddzwonić, więc zanim jeszcze ruszyłam do sklepu z przecenami, weszłam do "Żabki", żeby kupić kartę z plusa. Załadowałam kąto i oddzwoniłam do Jasia.
- Halo?- Usłyszałam zaspany głos
-Chciałeś coś ode mnie ?- i po chwili zamyślenia, że ma taki zaspany głos- Nie byłeś w szkole?
-Jedziesz na ferie?- Tak to powiedział, że nie wiedziałam, czy on wie, że jadę, czy chce sie mnie dopiero o to spytać. Jednak uspokoiło mnie zdanie- Zauważyłem twoje nazwisko na liście i zastanawialem się czy jedziesz, czy to po prostu zbieg okoliczności.-Żeby go zmylić tylko mruknęłam, że to zbieg okoliczności, nie chcę go kłamać, ale fajnie będzie zobaczyć jego minę.
-Szkoda.., była by beka jak byś pojechała- Śmiałam sie pod nosem, nie chciałam wybuchnąć śmiechem, żeby się nie zdradzić.- Po woli szłam przez miasto dążąc do sklepu.
-Czemu nie było Cię w szkole?
-Troche mi się zaspało.
-Trochę?! Do której spaleś?
-Do 11,00 - Zaśmiała się przechodząc koło wystawy sklepu do którego miałam zaraz wejść.
-Jak mogłeś tak długo spać?- Na manekinie były fajne ciuszki. Zastanawiałam się jak bym w nich wyglądała. Ja miałam wrażenie, że super, ale w oczach innych mega bekowo, jestem strasznie chuda i nawet leginsy nie są na mnie obcisłe tylko.. za szerokie, może nie dużo, ale dziwnie to wygląda. Jednak nadal miałam nadzieję, że znajde idealne na mnie. Weszłam do sklepu i przebierałam spodnie, znalazłam trzy pary, które i tak pewnie są na mnie za duże, ale pójdę je przymierzę. Stojąc w kolejce, która była dosyć długa przypomniałam sobie, że Jan wisi na telefonie.
-Oj sory, nie słuchałam, co powiedziałeś?
-Jak mogłaś mnie nie słuchać- powiedziała rozbawionym, a zarazem wkurzonym głosem.
-Przepraszam, Szukałam spodni i stoję w kolejce i zapomniałam, że z tobą rozmawiam.
-Gdzie jesteś? A autobus?!
-W kolejce, a na autobus jeszcze mam czas- Bynajmniej tak podejrzewam.
-Ale w jakiej kolejce, gdzie jesteś? Podirytowana sytuacją krzyknęłam do słuchawki, że jestem w sklepie, wtedy wszyscy zwrócili się w moim kierunku, a ja zmieszana cała się zaczerwieniłam.
-Kupujesz spodnie narciarskie.
-Nie-Nadal byłam wkurzona, ale starałam się opanować-kupuję leginsy.
-Leginsy?!-Teraz to on wydawał się wkurzony- Dziewczyno przecież jest zima, chcesz sie pochorować!
-Są fajne przeceny.
-Dziewczyno.... - ciągną z irytowany. Zaczęłam się śmiać, gdy nagle usłyszałam, jak ktoś mówi do mnie, żebym weszła do wolnej szatni, kazałam Janowi poczekać i się rozłączyłam. Niestety nie zdążyłam dużo zrobić, ponieważ teraz to mama do mnie zadzwoniła i krzyczała do słuchawki, że autobus już dawno przyjechał, a mnie dalej nie ma, co się stało itp. Świetnie czyli jednak spóźniłam się na autobus.
-Nie martw się, wrócę z buta.
-Ani mi się waż- Usłyszałam protest, którego zresztą się spodziewałam.- Taro po ciebie przyjedzie.
-Nie mamo. Spacer mi dobrze zrobi, zresztą do domu mamy zaledwie 10 km. - Wiem, że to nie jest tak mało, ale do wieczora zdążę na chatę.
- No dobrze, ale uważaj na siebie.
-Dobrze mamuś, pa. - Nie zdążyłam nic przymierzyć. Wyszłam z przymierzalni, odłozyłam spodnie na miejsce i ruszyłam w stronę wyjścia z miasta.
Przed całkowitym wyjściem z miasta próbowałam dodzwonić się do Janka, ale nie odbierał, pewnie znowu śpi. Włozyłam słuchawki do uszu, włączając pierwszą lepszą piosenkę z mp4. Nie wybieram, ponieważ wszystkie piosenki jakie mam bardzo mi się podobają.
Szłam powoli nie śpiesząc się i podśpiewując pod nosem, gdzieś w połowie drogi, zapomnialam o tym, że ktoś może iść za mną, zaczęłam głośno śpiewać i jak to moje szczęście okazało się, że za mną idzie starszy pan wsłuchujący się w to co robie. Speszona przestałam śpiewać pewnie bym się zaczerwieniła, gdyby nie to, że mam dosyć ciemną karnację.
-Dziecko, dlaczego przestałaś śpiewać?- Był taki czuły w tych słowach.
-Nie umiem śpiewać.
-Jak to nie, jak przed chwilą spiewalaś tak pięknie, że zapomniałem, że powinienem o jeden zakręt wcześniej już odejść.- Zaśmiał się lekko, zresztą ja też, Nie często słyszy się od kogoś, że podoba mu się to co robisz. Było mi nadzwyczaj miło. Pożegnałam sie i ruszyłam dalej.
-------------------------------------------
Co o tym sądzicie? Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału, ale nie mogłam go w ogóle napisać nie wiem czemu.. Mam nadzieję że wam się spodoba i błagam was komentujcie, chciałabym wiedzieć co tak naprawdę o tym myslicie. Jeżeli macie jakieś pytania to tu macie mojego aska: http://ask.fm/marca1122
niedziela, 19 kwietnia 2015
środa, 1 kwietnia 2015
#13
Na szczęście DJ poprosił o chwilę przerwy, my już ledwo żyłyśmy, a Janek z Błażejem usiedli zmachani i nie mogli wydusić ani słowa. DJ wrócił.
-Idziecie potańczyć? - To pytanie skierowałam do chłopaków, którzy popatrzyli na mnie spod byka. Ja się zaśmiałam i z dziewczynami ruszyłyśmy w tany.
Zabawa dobiegła końca. Każdy wrócił do domu i gdy tylko weszłam do pokoju dowiedziałam się, że mam odstąpić łóżka. Podłoga na prawdę została mi naprawdę przeznaczona, jeszcze trochę i wezmę z nią ślub. Jednak tym razem miałam materac, nie na pompowałam go do końca, ponieważ wtedy jest taki nwm jak by się spało na wodnym łóżku, no taki mięciutki. Było 3,00 w nocy jak zasnęłam. W domu całkowita cisza, no nie licząc licznych chrapnięć i pomrukiwań.
Rano, a raczej w południe obudzili mnie na śniadanie. Materac miałam w salonie wiec od stołu oddzielały mnie za ledwie cztery kroki. Trochę zaspana i totalnie nie ogarnięta usiadłam wraz z nimi. Mama naszykowała tak zwany "szwedzki stół", na stole leżały sałatki, kanapki, jajka na twardo i takie tam. Ponieważ ostatnio postanowiłam, że będę się zdrowo odżywiać, nie z powodu, że jestem gruba, bo nie jestem, jestem nawet nadzwyczaj chuda i powinnam przytyć. Jednak trochę ćwiczę i nie chciała bym stracić tego co już wypracowałam na moim ciele. Więc wybrałam kanapkę z pomidorem ogórkiem i sałatkę warzywną.
Trochę dziwnie mi było, gdy oni wszyscy już przygotowani do dnia kolejnego, a ja nie. Po skończonym śniadaniu wyruszyłam do toalety, aby przygotować się na dzisiejszy dzień. Nie zajęło mi to zbyt dużo czasu. Gdy tylko skończyłam dostałam polecenia, aby zabrać psa na spacer. Narzuciłam na siebie cienką bluzę, zawołałam Lakiego i wyszłam z domu.;Ciepły promyk musną mi twarz i od razu poczułam taki napływ energii. Ruszyłam w stronę polany, tam gdzie zawsze.
Spędziłam tam sporo czasu i jak już dotarłam do domu Janka, nie było, powiedzieli, że muszą odwiedzić jeszcze swoją schorowaną ciociunię, która mieszka jakieś 20 km stąd, a po za tym jutro rozpoczęcie roku szkolnego.
-Dlaczego!!!- Przeciągnięty krzyk wydobył się ze mnie.
-Co się stało- Aż mama przyszła. Hahaha.
-Nie nic, jutro rozpoczęcie roku szkolnego.
-Aaa.. , to ja nie przeszkadzam. A i przygotuj jakieś ciuchy na jutro.
-Jakieś???- I się zaśmiałam
-No czarną spódnicę i białą koszulę, albo tą odświętną bluzkę- Znowu wrzasnęłam, mama się zaśmiała i wyszła z pokoju.
Jejuś czy tylko ja uważam, że w jakiś tam czasach było lepiej? No, że tylko bogaci chodzili do szkoły, a tych przeciętnych mógł jedynie nauczyć pisać i czytać ktoś z rodziny o ile ktoś taki chodził do szkoły. No i w ogóle kiedyś było lepiej, kobiety chodziły tylko w spódnicach, nie musiały pracować, co prawda mycie naczyń należało do ich obowiązków, ale jak by to było w tych czasach, to w końcu od czego są papierowe talerzyki.
Dlaczego, akurat spódnice? To znaczy jak mówiłam, lubię spódniczki, ale te na lato, zwiewne kolorowe po prostu przeróżne, ale jako strój galowy? To znaczy czarne nie są złe, ale..... hm... po prostu nie lubię strojów galowych, kojarzą się właśnie z rokiem szkolnym i innymi takimi.
No nic mam juz wszystko.
-O nie!- Nie mam znowu rajstop, jak dobrze, że mam na około siebie trzy sklepy, jeden w bloku w którym mieszkam, drugi na prawo po drugiej stronie ulicy, no i trzeci po lewej stronie też po drugiej stronie.
- Dzień dobry, poproszę czarne rajstopy, najlepiej lycry (czyt. lajkry).
-Przykro mi, ale czarnych już nie ma.
-Dobrze dziękuję do widzenia.-Uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę drugiego sklepu. Przeszłam cały sklep samoobsługowy, ale nie znalazłam rajstop, więc stanęłam w kolejce, przede mną były tylko trzy osoby. Po pięciu minutach była przy kasie.
-Dzień dobry czy są może czarne rajstopy, lycry?
-Wykupione-Uśmiechnęła się.
-Do widzenia- Lekko zdenerwowana pomaszerowałam do trzeciego sklepu. To trochę denerwujące, że chodzisz po trzech sklepach i nie kupiłaś jeszcze tego co potrzebujesz.
-Dzień dobry, czarne lycry.
-Poczekaj sprawdzę czy jeszcze są.
-Dobrze- Jak się okaże że tutaj tez ich nie mają to... . Co to, ktoś dzwoni?
-Halo?
-Hej, co tam u Ciebie?
-Jaś? Weź przestań jestem, już w trzecim sklepie i nie mogę kupić rajstop na jutro.
-Hahahaha - w słuchawce rozbrzmiewał jego śmiech.
-To co powiedziałam było śmieszne?
-Hahaha NIE.
-ach.... - z zażenowaniem odpowiedziałam.- A u ciebie?
-a....- Nie dałam mu dokończyć, bo pani przyniosła mi w końcu rajstopy.
-To ile za nie?
-6,90- WTF. Serio takie drogie?
-Dobrze, dziękuję do widzenia- Zapłaciłam i wróciłam do Jasia.-Oj... przepraszam, nie dałam Ci dokończyć.
-Spoko nic się nie stało. Jetem tak jakby u cioci.
-Czemu tak jakby?
-No bo przyjechał jej wnuczek i musiałem zabrać go na plac zabaw.
-A gdzie twoja ciocia mieszka?
-Jakieś 40 minut od twojej wsi.
-Aha, a tak po za tym to dlaczego dzwonisz do mnie a nie do dziewczyny lub kumpla?
-Nie mam dziewczyny, a kumple na imprezie.
- No to lipnie.
-Ale ty odebrałaś- Już w myślach widziałam to puszczone przez niego oczko.
-A to nie znaczy, że ciebie lubię- I zaczęłam się śmiać, a on udawał, że się obraził-Przecież żartuję.
-Zraniłaś moje uczucia.
-I ty myślisz, że ja się na to nabiorę?
-No dobra masz mnie - I tak wisiałam przy telefonie z dobre półtorej godziny.
Po skończonej rozmowie usiadłam na łóżku i wyjmując z pod poduszki pamiętnik rozmyślałam nad naszą rozmową.
"Jasiek nie ma dziewczyny? to trochę dziwne.
oczywiście ja nią nie będę, ale przyjaciółką?"
Pierwsze zdanie zapisane, ale co dalej.
'' Jan (JDabrowsky)"
Taki tytuł nadałam tej stronie. Zawszę gdy piszę muszę mieć jakiś motyw przewodni. Wtedy łatwiej jest mi się skupić na tym co robię i o czym rozmyślam.
-Idziecie potańczyć? - To pytanie skierowałam do chłopaków, którzy popatrzyli na mnie spod byka. Ja się zaśmiałam i z dziewczynami ruszyłyśmy w tany.
Zabawa dobiegła końca. Każdy wrócił do domu i gdy tylko weszłam do pokoju dowiedziałam się, że mam odstąpić łóżka. Podłoga na prawdę została mi naprawdę przeznaczona, jeszcze trochę i wezmę z nią ślub. Jednak tym razem miałam materac, nie na pompowałam go do końca, ponieważ wtedy jest taki nwm jak by się spało na wodnym łóżku, no taki mięciutki. Było 3,00 w nocy jak zasnęłam. W domu całkowita cisza, no nie licząc licznych chrapnięć i pomrukiwań.
Rano, a raczej w południe obudzili mnie na śniadanie. Materac miałam w salonie wiec od stołu oddzielały mnie za ledwie cztery kroki. Trochę zaspana i totalnie nie ogarnięta usiadłam wraz z nimi. Mama naszykowała tak zwany "szwedzki stół", na stole leżały sałatki, kanapki, jajka na twardo i takie tam. Ponieważ ostatnio postanowiłam, że będę się zdrowo odżywiać, nie z powodu, że jestem gruba, bo nie jestem, jestem nawet nadzwyczaj chuda i powinnam przytyć. Jednak trochę ćwiczę i nie chciała bym stracić tego co już wypracowałam na moim ciele. Więc wybrałam kanapkę z pomidorem ogórkiem i sałatkę warzywną.
Trochę dziwnie mi było, gdy oni wszyscy już przygotowani do dnia kolejnego, a ja nie. Po skończonym śniadaniu wyruszyłam do toalety, aby przygotować się na dzisiejszy dzień. Nie zajęło mi to zbyt dużo czasu. Gdy tylko skończyłam dostałam polecenia, aby zabrać psa na spacer. Narzuciłam na siebie cienką bluzę, zawołałam Lakiego i wyszłam z domu.;Ciepły promyk musną mi twarz i od razu poczułam taki napływ energii. Ruszyłam w stronę polany, tam gdzie zawsze.
Spędziłam tam sporo czasu i jak już dotarłam do domu Janka, nie było, powiedzieli, że muszą odwiedzić jeszcze swoją schorowaną ciociunię, która mieszka jakieś 20 km stąd, a po za tym jutro rozpoczęcie roku szkolnego.
-Dlaczego!!!- Przeciągnięty krzyk wydobył się ze mnie.
-Co się stało- Aż mama przyszła. Hahaha.
-Nie nic, jutro rozpoczęcie roku szkolnego.
-Aaa.. , to ja nie przeszkadzam. A i przygotuj jakieś ciuchy na jutro.
-Jakieś???- I się zaśmiałam
-No czarną spódnicę i białą koszulę, albo tą odświętną bluzkę- Znowu wrzasnęłam, mama się zaśmiała i wyszła z pokoju.
Jejuś czy tylko ja uważam, że w jakiś tam czasach było lepiej? No, że tylko bogaci chodzili do szkoły, a tych przeciętnych mógł jedynie nauczyć pisać i czytać ktoś z rodziny o ile ktoś taki chodził do szkoły. No i w ogóle kiedyś było lepiej, kobiety chodziły tylko w spódnicach, nie musiały pracować, co prawda mycie naczyń należało do ich obowiązków, ale jak by to było w tych czasach, to w końcu od czego są papierowe talerzyki.
Dlaczego, akurat spódnice? To znaczy jak mówiłam, lubię spódniczki, ale te na lato, zwiewne kolorowe po prostu przeróżne, ale jako strój galowy? To znaczy czarne nie są złe, ale..... hm... po prostu nie lubię strojów galowych, kojarzą się właśnie z rokiem szkolnym i innymi takimi.
No nic mam juz wszystko.
-O nie!- Nie mam znowu rajstop, jak dobrze, że mam na około siebie trzy sklepy, jeden w bloku w którym mieszkam, drugi na prawo po drugiej stronie ulicy, no i trzeci po lewej stronie też po drugiej stronie.
- Dzień dobry, poproszę czarne rajstopy, najlepiej lycry (czyt. lajkry).
-Przykro mi, ale czarnych już nie ma.
-Dobrze dziękuję do widzenia.-Uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę drugiego sklepu. Przeszłam cały sklep samoobsługowy, ale nie znalazłam rajstop, więc stanęłam w kolejce, przede mną były tylko trzy osoby. Po pięciu minutach była przy kasie.
-Dzień dobry czy są może czarne rajstopy, lycry?
-Wykupione-Uśmiechnęła się.
-Do widzenia- Lekko zdenerwowana pomaszerowałam do trzeciego sklepu. To trochę denerwujące, że chodzisz po trzech sklepach i nie kupiłaś jeszcze tego co potrzebujesz.
-Dzień dobry, czarne lycry.
-Poczekaj sprawdzę czy jeszcze są.
-Dobrze- Jak się okaże że tutaj tez ich nie mają to... . Co to, ktoś dzwoni?
-Halo?
-Hej, co tam u Ciebie?
-Jaś? Weź przestań jestem, już w trzecim sklepie i nie mogę kupić rajstop na jutro.
-Hahahaha - w słuchawce rozbrzmiewał jego śmiech.
-To co powiedziałam było śmieszne?
-Hahaha NIE.
-ach.... - z zażenowaniem odpowiedziałam.- A u ciebie?
-a....- Nie dałam mu dokończyć, bo pani przyniosła mi w końcu rajstopy.
-To ile za nie?
-6,90- WTF. Serio takie drogie?
-Dobrze, dziękuję do widzenia- Zapłaciłam i wróciłam do Jasia.-Oj... przepraszam, nie dałam Ci dokończyć.
-Spoko nic się nie stało. Jetem tak jakby u cioci.
-Czemu tak jakby?
-No bo przyjechał jej wnuczek i musiałem zabrać go na plac zabaw.
-A gdzie twoja ciocia mieszka?
-Jakieś 40 minut od twojej wsi.
-Aha, a tak po za tym to dlaczego dzwonisz do mnie a nie do dziewczyny lub kumpla?
-Nie mam dziewczyny, a kumple na imprezie.
- No to lipnie.
-Ale ty odebrałaś- Już w myślach widziałam to puszczone przez niego oczko.
-A to nie znaczy, że ciebie lubię- I zaczęłam się śmiać, a on udawał, że się obraził-Przecież żartuję.
-Zraniłaś moje uczucia.
-I ty myślisz, że ja się na to nabiorę?
-No dobra masz mnie - I tak wisiałam przy telefonie z dobre półtorej godziny.
Po skończonej rozmowie usiadłam na łóżku i wyjmując z pod poduszki pamiętnik rozmyślałam nad naszą rozmową.
"Jasiek nie ma dziewczyny? to trochę dziwne.
oczywiście ja nią nie będę, ale przyjaciółką?"
Pierwsze zdanie zapisane, ale co dalej.
'' Jan (JDabrowsky)"
Taki tytuł nadałam tej stronie. Zawszę gdy piszę muszę mieć jakiś motyw przewodni. Wtedy łatwiej jest mi się skupić na tym co robię i o czym rozmyślam.
- Ma poczucie humoru,
- Nie przeszkadza mu mój wiek,
- Ma śliczne włosy i oczy
- Śmieje się z moich żartów. I tak mniej więcej się rozpisałam na trzy strony.
-Wow jeszcze nigdy nie pisałam tyle na jeden temat.
Nastał wieczór, niestety ciepłe wieczoru zamieniają się w chłodne i będzie coraz gorzej. Jak co wieczór wyprowadziłam jeszcze psa, wzięłam prysznic, aby odświeżyć się przed jutrem.
-Ah... i to wstawanie o 7,00 - W zdenerwowaniu wymówiłam i zaraz zasnęłam.
--------------------------------------------------
Z góry przepraszam że dopiero teraz, ale wczesniej nie miałam jak.
Myślę, że podobają wam się długie rozdziały, piszcie co sądzicie w komentarzach ;)
"Przyjaźń rozkwita"
Miłego czytania :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)