środa, 1 kwietnia 2015

#13

  Na szczęście DJ poprosił o chwilę przerwy, my już ledwo żyłyśmy, a Janek z Błażejem usiedli zmachani i nie mogli wydusić ani słowa. DJ wrócił.
-Idziecie potańczyć? - To pytanie skierowałam do chłopaków, którzy popatrzyli na mnie spod byka. Ja się zaśmiałam i z dziewczynami ruszyłyśmy w tany.


Zabawa dobiegła końca. Każdy wrócił do domu i gdy tylko weszłam do pokoju dowiedziałam się, że mam odstąpić łóżka. Podłoga na prawdę została mi naprawdę przeznaczona, jeszcze trochę i wezmę z nią ślub. Jednak tym razem miałam materac, nie na pompowałam go do końca, ponieważ wtedy jest taki nwm jak by się spało na wodnym łóżku, no taki mięciutki. Było 3,00 w nocy jak zasnęłam. W domu całkowita cisza, no nie licząc licznych chrapnięć i pomrukiwań.
 Rano, a raczej w południe obudzili mnie na śniadanie. Materac miałam w salonie wiec od stołu oddzielały mnie za ledwie cztery kroki. Trochę zaspana i totalnie nie ogarnięta usiadłam wraz z nimi. Mama naszykowała tak zwany "szwedzki stół", na stole leżały sałatki, kanapki, jajka na twardo i takie tam. Ponieważ ostatnio postanowiłam, że będę się zdrowo odżywiać, nie z powodu, że jestem gruba, bo nie jestem, jestem nawet nadzwyczaj chuda i powinnam przytyć. Jednak trochę ćwiczę i nie chciała bym stracić tego co już wypracowałam na moim ciele. Więc wybrałam kanapkę z pomidorem ogórkiem i sałatkę warzywną. 
Trochę dziwnie mi było, gdy oni wszyscy już przygotowani do dnia kolejnego, a ja nie. Po skończonym śniadaniu wyruszyłam do toalety, aby przygotować się na dzisiejszy dzień. Nie zajęło mi to zbyt dużo czasu. Gdy tylko skończyłam dostałam polecenia, aby zabrać psa na spacer. Narzuciłam na siebie cienką bluzę, zawołałam Lakiego i wyszłam z domu.;Ciepły promyk musną mi twarz i od razu poczułam taki napływ energii. Ruszyłam w stronę polany, tam gdzie zawsze. 
 Spędziłam tam sporo czasu i jak już dotarłam do domu Janka, nie było, powiedzieli, że muszą odwiedzić jeszcze swoją schorowaną ciociunię, która mieszka jakieś 20 km stąd, a po za tym jutro rozpoczęcie roku szkolnego.
-Dlaczego!!!- Przeciągnięty krzyk wydobył się ze mnie.
-Co się stało- Aż mama przyszła. Hahaha.
-Nie nic, jutro rozpoczęcie roku szkolnego.
-Aaa.. , to ja nie przeszkadzam. A i przygotuj jakieś ciuchy na jutro.
-Jakieś???- I się zaśmiałam
-No czarną spódnicę i białą koszulę, albo tą odświętną bluzkę- Znowu wrzasnęłam, mama się zaśmiała i wyszła z pokoju.

 Jejuś czy tylko ja uważam, że w jakiś tam czasach było lepiej? No, że tylko bogaci chodzili do szkoły, a tych przeciętnych mógł jedynie nauczyć pisać i czytać ktoś z rodziny o ile ktoś taki chodził do szkoły. No i w ogóle kiedyś było lepiej, kobiety chodziły tylko w spódnicach, nie musiały pracować, co prawda mycie naczyń należało do ich obowiązków, ale jak by to było w tych czasach, to w końcu od czego są papierowe talerzyki.
 Dlaczego, akurat spódnice? To znaczy jak mówiłam, lubię spódniczki, ale te na lato, zwiewne kolorowe po prostu przeróżne, ale jako strój galowy? To znaczy czarne nie są złe, ale..... hm... po prostu nie lubię strojów galowych, kojarzą się właśnie z rokiem szkolnym i innymi takimi.

 No nic mam juz wszystko.
-O nie!- Nie mam znowu rajstop, jak dobrze, że mam na około siebie trzy sklepy, jeden w bloku w którym mieszkam, drugi na prawo po drugiej stronie ulicy, no i trzeci po lewej stronie też po drugiej stronie.  

- Dzień dobry, poproszę czarne rajstopy, najlepiej lycry (czyt. lajkry).
-Przykro mi, ale czarnych już nie ma.
-Dobrze dziękuję do widzenia.-Uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę drugiego sklepu. Przeszłam cały sklep samoobsługowy, ale nie znalazłam rajstop, więc stanęłam w kolejce, przede mną były tylko  trzy osoby. Po pięciu minutach była przy kasie.
-Dzień dobry czy są może czarne rajstopy, lycry?
-Wykupione-Uśmiechnęła się.
-Do widzenia- Lekko zdenerwowana pomaszerowałam do trzeciego sklepu. To trochę denerwujące, że chodzisz po trzech sklepach i nie kupiłaś jeszcze tego co potrzebujesz.
-Dzień dobry, czarne lycry.
-Poczekaj sprawdzę czy jeszcze są.
-Dobrze- Jak się okaże że tutaj tez ich nie mają to... . Co to, ktoś dzwoni?
-Halo?
-Hej, co tam u Ciebie?
-Jaś? Weź przestań jestem, już w trzecim sklepie i nie mogę kupić rajstop na jutro.
-Hahahaha - w słuchawce rozbrzmiewał jego śmiech.
-To co powiedziałam było śmieszne?
-Hahaha NIE.

-ach.... - z zażenowaniem odpowiedziałam.- A u ciebie?
-a....- Nie dałam mu dokończyć, bo pani przyniosła mi w końcu rajstopy.
-To ile za nie?
-6,90- WTF. Serio takie drogie?
-Dobrze, dziękuję do widzenia- Zapłaciłam i wróciłam do Jasia.-Oj... przepraszam, nie dałam Ci dokończyć.
-Spoko nic się nie stało. Jetem tak jakby u cioci.
-Czemu tak jakby?
-No bo przyjechał jej wnuczek i musiałem zabrać go na plac zabaw.
-A gdzie twoja ciocia mieszka?
-Jakieś 40 minut od twojej wsi.
-Aha, a tak po za tym to dlaczego dzwonisz do mnie a nie do dziewczyny lub kumpla?
-Nie mam dziewczyny, a kumple na imprezie.
- No to lipnie.
-Ale ty odebrałaś- Już w myślach widziałam to puszczone przez niego oczko.
-A to nie znaczy, że ciebie lubię- I zaczęłam się śmiać, a on udawał, że się obraził-Przecież żartuję.
-Zraniłaś moje uczucia.
-I ty myślisz, że ja się na to nabiorę?
-No dobra masz mnie - I tak wisiałam przy telefonie z dobre półtorej godziny.
 Po skończonej rozmowie usiadłam na łóżku i wyjmując z pod poduszki pamiętnik rozmyślałam nad naszą rozmową.

                           "Jasiek nie ma dziewczyny? to trochę dziwne.
                             oczywiście ja nią nie będę, ale przyjaciółką?"
 Pierwsze zdanie zapisane, ale co dalej.
                                              '' Jan (JDabrowsky)"
 Taki tytuł nadałam tej stronie. Zawszę gdy piszę muszę mieć jakiś motyw przewodni. Wtedy łatwiej jest mi się skupić na tym co robię i o czym rozmyślam.
  •      Ma poczucie humoru,
  •      Nie przeszkadza mu mój wiek,
  •      Ma śliczne włosy i oczy  
  •  Śmieje się z moich żartów.                                                                                                                                                                                                                                                                I tak mniej więcej się rozpisałam na trzy strony.
    -Wow jeszcze nigdy nie pisałam tyle na jeden temat.

    Nastał wieczór, niestety ciepłe wieczoru zamieniają się w chłodne i będzie coraz gorzej. Jak co wieczór wyprowadziłam jeszcze psa, wzięłam prysznic, aby odświeżyć się przed jutrem.
    -Ah... i to wstawanie o 7,00 - W zdenerwowaniu wymówiłam i zaraz zasnęłam.



    --------------------------------------------------
    Z góry przepraszam że dopiero teraz, ale wczesniej nie miałam jak.
    Myślę, że podobają wam się długie rozdziały, piszcie co sądzicie w komentarzach ;)
    "Przyjaźń rozkwita"
    Miłego czytania :*
                                                          

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz