czwartek, 14 maja 2015

#15 Wyjazd...

 Hej, Piszę na początku, ponieważ zauważyłam, że ostatnich się nie czyta, a więc chciałam  tu przeprosić i poprosić. Przeproszenia sa na dole. Poprosić o t, abyście komentowali, pokazywali, e jesteście :*
Tworzę nowego bloga, który będzie o mnie i moim spojrzeniu na świat, tu to tyle więcej dowiecie się tu :

Kliknij Tutaj!!!


A tu coś na umilenie czytania ;)Piosenka na umilenie czytania :*
===================================================================
  Ten tydzień także minął jak z bicza strzelił. Jutro wyjazd, a ja dalej nie spakowana, na razie szykuję ciuchy, ale nadal nie mogę się zdecydować co wziąć ze sobą, ciągle coś biorę, a później znowu odkładam.

Po 5 godzinach byłam pewna, że mam wszystko, dla pewności sprawdziłam dokładnie, jednak chyba czegoś jeszcze zapomniałam.. ach... . Mama miała przyjść i mi pomóc, ale jest czymś innym zajęta, a dokładnie poszła mi kupić coś na drogę, bo mimo tego, że jestem naprawdę chuda, to mam ogromny apetyt.
Poprosiłam ją o pączki i coś słodkiego. Jestem maniaczką jedzenia słodyczy, haha xD.

  Wzięłam telefon do ręki i zadzwoniłam do Olci (moja bff), żeby przyszła mi pomóc i jak by mogła to pożyczyć walizkę, bo niestety ja mam same torby, które jak wiecie ciężko później się wnosi po schodach, a z moim szczęściem dostanę ostatni pokój, czyli tam gdzie długo się włazi.
  
   Nie musiałam długo czekać Ola pojawiła się tak szybko,  jak nigdy, trochę dziwne, bo nigdy tak bardzo się nie spieszy, nigdzie! W ręku miała dużą różową walizkę i jedną małą, taką podręczną, która raczej wyglądała plecak i czasami do takich celów była używana. Weszłyśmy do pokoju i wskazałam jej miejsce w którym znajdowały się rzeczy na wyjazd. Wszystko dokładnie sprawdziła dwa razy i powiedziała czego brakuje. Kocham ją, gdyby nie ona zostawiła bym parę potrzebnych, moim i jej zdaniem rzeczy.

-No nareszcie skończyłyśmy- powiedziała ucieszona Ola
-Też się cieszę. Ty to jesteś tu dopiero jakieś 3 godzina, a ja dłużej tutaj stałam.- Mówiłam jak taka mała zarozumiała zołza. Obie się zaśmiałyśmy.
-A może chcesz się czegoś napić - dopiero teraz uświadomiłam sobie, że przez ten cały czas nic nie piłam i nie jadłam.
-Z wielką chęcią!- Opadła na moje łóżko dając mi do zrozumienia, że zaniedbałam swojego "gościa".
-A może chcesz jeszcze coś zjeść, bo ja jestem mega głodna i robię tosty!
-Oczywiście- Odkrzyknęła z mojego pokoju.

***
  Szybko zjadłyśmy tosty i przypomniało i się, że w lodówce są dwie ostatnie tęczowe galaretki. Ruszyłam w stronę lodówki i wyjęłam galaretki owocowe, polałam je bitą śmietaną, a na samej górze ustawiłam małą czereśnie, nie przepadam za wiśniami, są zbyt kwaśne.
-Chcesz?!-Powiedziałam to z taką miną, że Olcia od razu prychnęła ze śmiechu.
-Głupia jesteś?
-Nie !- Dobrze wiem, że ona uważa że jest gruba i nie może jeść takich rzeczy, wmawiała to sobie, mimo tego, że była idealnych rozmiarów. Ola to niewysoka brunetka o zielonych oczach. Zawsze jest lekko pomalowana, ale nikomu to nie przeszkadza. Ogółem to ona jest ode mnie starsza o 2 lata. - Masz!-Wcisnęłam jej w ręce deser i kazałam zjeść.

  Gdy już zjadłyśmy Ola oznajmiła mi, że musi już iść. Postanowiłam, że ją odprowadzę. Obie się ciepło ubrałyśmy, chociaż tak naprawdę od mojego mieszkania, do jej domu jest zaledwie 10m. Jak byłyśmy młodsze zawsze kłóciłyśmy się do którego miejsca mamy się odprowadzać, w końcu ustaliłyśmy, że mniej więcej na środku trasy od niej do mnie stoją dwa "pachołki" i to miejsce będzie naszym miejscem rozstania. Niestety jakiś miesiąc temu je zlikwidowali i dzisiaj z Olą znowu się kłóciłyśmy, które to było miejsce. Jak takie dwie małe 5 latki. W końcu znalazłyśmy to miejsce i się pożegnałyśmy, nawet uroniłam jedną łzę, no bo to w końcu moja przyjaciółka.
-Szkoda że nie możesz jechać ze mną.-Byłam trochę smutna,ale ona potrafi wszystko naprawić.
-Przecież codziennie będziemy ze sobą rozmawiać, od czego w końcu są darmowe rozmowy. - Głośno się zaśmiałyśmy, a chwilę potem znowu się pożegnałyśmy i wróciłyśmy do swoich domów.

  Jak już wróciła, była naprawdę zmęczona, tym bardziej zmęczenie się nasiliło jak pomyślałam, że jutro mam wstać o 3.30,żeby zdążyć na 5.00. Ja jestem strasznym śpiochem potrafię spać 12h, a czasami dłużej, jakoś mi to nie przeszkadza.
  
  Właśnie wróciłam z pod prysznica i miałam kłaść się spać, gdy nagle Jaś do mnie napisał.:
                          "Hej jak tam minął dzionek?"Chwila namysłu i mu odpisałam, już chciałam mu napisać wszystko, ale jaka by była z tego niespodzianka?
                          " Wszystko dobrze ;) A ty jak się bawisz na stoku?"
Niestety, ale i na szczęście Jasiek był już tam od tygodnia. Niestety, ponieważ zazdroszczę mu, że on tyle czasu się tam bawi, ja jadę ostatnią turą, ale na szczęście, bo nie dowie się w autobusie, że to jednak ja. Po mniej więcej pięciu minutach dostałam streszczenie jego całego dnia.     
             
                 "Świetnie :* Na śniadanie jadłem naleśniki z nutellą , a chwilę
            potem dostałem gofra :D Gdy już się najadłem, poszedłem ubrać spodnie
                 narciarskie i wtedy właśnie mnie powiadomiono, że dzisiaj to ja 
                        zostaje, bo mamy 5 chorych osób . Trochę szkoda
                  ale trudno. Zdjąłem z siebie spodnie narciarskie i poszedłem
                            faszerować chorych lekami :) Gdy skończyłem, 

     zeszliśmy do sali kinowej i oglądaliśmy film, nawet nie wiem kiedy zasnąłem ; )   
        były same dziewczyny i włączyły jakiś romans. Później obudził mnie Adam i      
        kazał spojrzeć w lustro. Okazało się, że byłem cały z pasty i czarnego      
markera, albo kredki do oczu. Po umyciu się poszedłem wraz z niewielką grupką na miasto
           albo zrobić jakieś zakupy. W sklepie zrobiliśmy małą akcje :P i
    wróciliśmy. Potem chwilę jeszcze graliśmy w fife15, no i teraz piszę z tobą."

Wow! Zazdroszczę mu, ale już niedługo... . Pisaliśmy jeszcze chwilę gdy po ustawieniu budzika i odpisaniu zasnęłam.

                                          ***RANO***
  Rano, czyli dla mnie początek nocy(3.30) nie mogłam zleźć z łóżka. Okazało się, że spałam zaledwie półtora godziny. Jestem totalnie nie wyspana, no nic trzeba się zebrać.
-Dasz radę!- Mówiłam sama do siebie. Zerknęłam jeszcze na telefon, aby sprawdzić ile dokładnie mam czasu na wyszykowanie się, gdy na ekranie wyświetliło mi się, że mam jedną nie odebraną wiadomość.
Sprawdziłam godzinę, o której do mnie została wysłana, czyli jakieś 1,5 godziny temu.

                                          "Dobranoc :* "
Była od Janka.

  Tegoroczna zima nie jest zjawiskowa, a szkoda bo uwielbiam zimę, ale taką śnieżną i w ogóle, taką ładną.
Mimo, że nie ma śniegu, to jest naprawdę zimno, a wiec ubiorę się  w coś ciepłego. Wzięłam naszykowane ciuchy zaniosłam do łazienki, zanim jednak się przebrałam, poszłam zjeść "śniadanie". Po skonsumowaniu udałam się pod prysznic, aby obmyć się z nocnego potu. Ciepła woda spływała po mnie, miło było, ale niestety jak ja wejdę pod prysznic to mija jakieś 45 min, dlatego ustawiłam sobie budzik, aby wyjść szybciej. Po 10 min. wytarłam ciało i nałożyłam bieliznę. Wysuszyłam włosy suszarką, nie miałam czasu na to, aby same się osuszyły. Podłączyłam prostownicę i czekałam aż się nagrzeje, w tym czasie umyłam zęby i lekko tuszem poprawiłam rzęsy. 


                         *20 min później*
   
   Tato powoli zanosił już moje walizki do auta, a przy tym czepiał się, że po co mi ich tyle. Nie było ich dużo: 
-dwie walizki
-Torebka
-plecak

- i takie nie wielkie coś na kosmetyki, miałam tam wszystko co potrzebne do higieny, ale także, pomimo tego,że się nie maluje,no chyba, że czasami rzęsy pod kręcę, wzięłam jakiś podkład, kredkę itp.

  Rodzice czekali na mnie już w samochodzie, ja jeszcze się tylko wróciłam do pokoju po telefon, mp4, słuchawki i ładowarki do sprzętu.

  Wyjazd był z Wrocławia, więc jechałam tam z mojej miejscowości jakieś 2 godziny, a i tak to była najbliższa zbiórka. Po dojechaniu na miejsce pożegnałam się z rodzicami i ruszyłam w stronę Skkf'a, który jechał z nami i wkładał walizki do autokaru. Jak jakiś inny pan wyczytał moje nazwisko poszłam jeszcze raz czule się pożegnać z rodzicami. I teraz byłam gotowa do drogi, tylko gdzie usiąść? Szłam wzdłuż różnych ludzi i szukałam wolnych dwóch miejsc. Nie znałam tu nikogo wiec chciałam usiąść sama.
-Jest!- Wymamrotałam uradowana pod nosem, znajdując miejsca przy środkowym wejściu, oba były puste. Cieszyłam się jak dziecko, że nie muszę kogoś wypraszać o miejsce.

  Chwilę po tym jak znalazłam sobie miejsce autobus zaczął ruszać, a nie które osoby szukały jeszcze wolnych miejsc. Błagałam w duchu, aby nikt do mnie nie podszedł. Bardzo lubię poznawać nowe osoby, ale dzisiaj nie miałam humoru. Nikt nie szedł w moją stronę wiec odwróciłam się do okna i machałam rodzicom, zobaczyłam jak mama się rozpłakała, to było takie urocze.
-Hej! Mogę się dosiąść- Usłyszałam głos za plecami, miałam już kiwnąć głową, ale ta dziewczyna, można było poznać po głosie, wrąbała mi się na fotel i rozwaliła tak, że ja się ledwo mieściłam. Jednak nadal nie odwracałam głowy od szyby. Nagle całkiem straciłam rodziców z widoku, w takim razie nie mam wyboru i muszę się do niej odezwać. Dziewczyna wygląda na około 16 lat, jest rudowłosa i ma śniadą cerę. Duże, śliczne, rubinowe oczy, przyozdabiały, czarne gęste rzęsy. Na całej twarzy miała rozsypane piegi. Gdy jednak otworzył buzię i chciałam się do niej odezwać, ona podniosła się z miejsca i na ten fotel przyszedł rudowłosy chłopak, prawdopodobnie brat tamtej, możliwe, że nawet bliźniak, tylko on miał ciemniejszą karnację.
- Hej! Nie będzie Ci przeszkadzało jak tu usiądę- Wskazał na siedzenie obok.
-Nie! Skąd!- Czułam lekkie zakłopotanie. 


   Nigdy nie przepadałam za rudymi, ale on jest wyjątkiem. Jest miły, a nawet bardzo przystojny.
-Jesteście rodzeństwem?- Ale palnęłam, a jak on jej w ogóle nie zna, sam wygląd nic nie znaczy.
-Niestety tak.- uśmiechnął się do mnie, a ja mu to odwzajemniłam.
-Dlaczego ona poszła? Nie zdążyłam do niej nawet "Hej" powiedzieć.
-Poszła do swojej " przyjaciółki" -pokazał na słowo przyjaciółka znak porozumiewawczy. - Uznała, że jesteś dziwna i nie nadajesz się do jej towarzystwa.-Zrobiło mi się przykro na takie słowa o mnie. No cóż nie każdy musi mnie lubić, ale jak ona może mnie tak oceniać, nie zamieniając ze mną nawet jednego słowa? Oparłam głowę o szybę i przypomniałam sobie, jak jeszcze nie dawno była wyśmiewana przez wszystkich, ale nikt nie wiedział z jakiego tytułu. Zrobiły mi się szklane oczy, ale nie chciałam płakać, starałam się ogarnąć i odwrócić do chłopaka.
-A-Ale ja tak nie myślę- Wydukał w zakłopotaniu.
-Nie musisz się tłumaczyć -Smutna mówiłam, nie lubię jak ktoś bez powodu ocenia, a nawet nie zna. Zresztą nigdy nie byłam lubiana, a mam nadzieję, że taki chłopak się mną zainteresuje. -Bzdura! haha xD- Moja podświadomość odzywa się do mnie.
-A-Ale ja serio mówię, to że z wyglądu jesteśmy podobni, nie znaczy że z charakteru też.-Powiedział w oburzeniu, ale też zatroskaniu.- Tak na prawdę bardzo się od siebie różnimy.

   Po wyjaśnieniu, oboje się uspokoiliśmy emocjonalnie. Może nie do końca, bo dostaliśmy głupawki i przez całą drogę nie mogliśmy się uspokoić, nawet jak wzięli nas do Maka, zaczęliśmy rzucać  w siebie jedzeniem i zostaliśmy wyproszeni. Konrad, bo tak ma na imię, słucha świetnej muzyki, Dub step'u, to tak jak ja! Miał na telefonie świetne kawałki. Później to ja na mp4 puściłam pop i razem śpiewaliśmy i dołączyło się od nas sporo osób z autobusu.   

   Na miejscu byliśmy gdzieś około 17.00. Było tu mega dużo śniegu.
-Ale fajnie!- Krzyknęłam i wtedy wszyscy zwrócili sie w moją stronę, a ja rzuciłam się  w zaspę osoby zwrócone w moją stronę buchnęły śmiechem, ja również. Po moim incydencie w  śniegu zostaliśmy podzieleni na grupy. Zaczęłam się śmiać, gdy dołączyli mnie do Jaśka, Konrad też tu trafił.Samego Jasia jeszcze tu nie było. Właśnie dostałam esemesa od niego, myślałam, że prychnę śmiechem.


                  "Muszę lecieć właśnie mam zbiórkę  z moją grupą :* "

Coś długo się zbiera.Czekamy tu z całą grupą.
-O! Idzie!-Krzyknął ktoś w tłumie....


--------------------------------
A więc;
Po pierwsze chciałam przeprosić, że tak długo nie było rozdziału, niestety zgubił mi się zeszyt na szczęście go odnalazłam ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz