Na miejscu byliśmy gdzieś około 17.00. Było tu mega dużo śniegu.
-Ale
fajnie!- Krzyknęłam i wtedy wszyscy zwrócili sie w moją stronę, a ja
rzuciłam się w zaspę osoby zwrócone w moją stronę buchnęły śmiechem, ja
również. Po moim incydencie w śniegu zostaliśmy podzieleni na grupy.
Zaczęłam się śmiać, gdy dołączyli mnie do Jaśka, Konrad też tu
trafił.Samego Jasia jeszcze tu nie było. Właśnie dostałam esemesa od
niego, myślałam, że prychnę śmiechem.
"Muszę lecieć właśnie mam zbiórkę z moją grupą :* "
Coś długo się zbiera.Czekamy tu z całą grupą.
-O! Idzie!-Krzyknął ktoś w tłumie....
Wszyscy ruszyli w kierunku drzwi. Rzucili się na niego jak zwierzęta, tylko ja i Konrad nie ruszyliśmy się z miejsca. Staliśmy osłupiali poprzez zachowanie innych.
Janek tulił się do wszystkich w ramach przywitania. Miał on pozanosić bagaże, żeby takie lalunie jak siostra Kondzia się nie przemęczyły, ale przecież możemy mu pomóc, nie bedzie się sam z tym wszystkim męczył.
Gdy tylko wydostał się z tłumu szedł w naszą stronę.
-Marcela? Nie! Przecież mówiła, że jej nie będzie- skarcił sam siebie, to co usłyszałam wymruczał pod nosem, niestety mam dobry słuch i NIESTETY często słyszę coś czego nie chciałabym słyszeć. I odwrócił się w stronę bagaży. I gdy miał już podnosić torby, wskoczyłam mu na plecy. Widać było, że się wystraszył, zrzucił mnie z siebie miał minę jak by miał zaraz zedrzeć ze mnie skórę. Gdy mnie zobaczył zatkało go, a ja zaczęłam się głośno śmiać. Konrad jeszcze bardziej zdziwił się moim zachowaniem.
- Marcela! Chodź! Myślałem, że nie jesteś taka jak inni! -Janek był zdezorientowany, a Konrad wkurzony, a ja? A ja śmiałam się coraz głośniej. Ich miny były ...? Aż mi brakuje słów. Hahahaha!
-No dawaj Jasiek, zanoś te torby, a nie się patrzysz na mnie jak na idiotkę, a ty -popatrzyłam na Kondzia- pomóż, a nie się patrzysz - Pouczalam ich, dalej się śmiejąc.
Niepewnie podeszli i zaczęli podnosić torby, podchodzili z taką ostrożnością jak bym ich miała pogryźć.
**10min.**
Gdy skończyliśmy, zeszliśmy na zbiórkę. Miały być nam przedstawione zasady przebywania w ośrodku. Cały regulamin był jak każdy, nie wolno nic niszczyć, godziny śniadań, obiadów i kolacji i tak dalej. Na koniec rozdali nam kluczyki do pokoi.
Cała grupa Janka zajęła 5 piętro, czyli jak mówiła najwyższe, na szczęście są windy, jednak jak zawsze dla mnie nie ma miejsca. Chłopcy już dawno są na górze, a ja sama muszę iść. Po drodze staralam się nawiązać jakieś nowe kontakty i udało mi się. Znowu chłopak, ale ja to mam szczęście, czemu wszystkie dziewczyny nawet cześć mi nie powiedzą. Jest to nie wiele wyższy ode mnie blondyn o niebieskich tęczówkach i ciemnej jaką ja mam cerze. Całkiem przystojny haha xD.
Na piętrze znajdowało się 10 pokoi, na przeciwko siebie, czyli po pięć na jedną ścianę. Tak to ujmę. Ja dostałam pokój na środku, Jaś na przeciwko, a Konrad pierwsze drzwi na prawo od jasia. Fajnie, bo blisko. Uśmiechnęłam się do siebie i dopiero teraz uświadomiłam, że najlepiej byłoby gdybym jako pierwsza weszła do pokoju i zajeła łóżko w lepszym miejscu.
Pokój był sporych rozmiarów. Ściany wrzosowego koloru, a na nich wisiały obrazy z wrzosami i dwie półki. Podłoga w ciemnym odcieniu, drewniana, na której przy każdym łóżku, leżał śliczny fioletowy, mechaty dywanik. Jedno z łóżek stało przy oknie( a za oknem śliczne oświetlone na noc widoki) i blisko łazienki, która była w ślicznych kolorach i miała wszystko co potrzebne(umywalkę, muszlę klozetową, wannę i prysznic, jest nawet pralka, to duży plus i dwie niewielkie szafeczki na przybory, jak zwykle w nich były także szamponiki, mydełka i dwa ręczniki). Drugie zaś stało blisko "garderoby" czyli dwóch szaf z lustrami zamiast drzwi. Ja osobiście wolę to pierwsze, boję spać się przy szafach, za dużo horrorów. Z prawej strony od łóżka, które wybrała stała szafeczka z lampką, a za nią podwójny kontakt, więc od razu przypięłam tam mp4, ponieważ lubię słuchać przed snem muzyki, a ona mi się rozładowała.
Powoli zaczęłam się rozpakowywać do jednej z szaf, gdy weszła ona, "jędza"- czyli rudowłose coś !
-Dlaczego ona?! Dlaczego?!?- Powtarzałam w myślach, ale muszę się chociaż postarać być dla niej miła.
-Hej- Z przyklejonym uśmiechem do ust, wypowiedziałam w jej stronę, jednak było widać, że ona tez nie jest zadowolona z tego wyboru prowadzących.
-Hej- Wymówiła przez zaciśnięte zęby.
Dalej kontynuowałam moje rozpakowywanie i gdy skończyłam zauważyłam, iż wywala ona moje rzeczy z szafy i na ich miejsce wkłada swoje. Byłam tak wkurzona, że wydrapała bym jej te oczy najchętniej.
-Co ty do cholery wyrabiasz?!-Wykrzyczałam w jej stronę.
-Wyciągam szmaty i wkładam markowe ciuchy- Odpowiedziała z uśmieszkiem na twarzy "Zaraz Ci zmyje ten uśmieszek z twarzy!" moja krew buzowała.
-Jakie markowe, chyba same podróby i wyjęłam jej szmaty z szafy.
--------------------------------
A więc na tym kończę, w niedziele postaram się wrzucić kolejny rozdział.
Dzięki, że jesteście!! <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz