poniedziałek, 23 marca 2015

#12

. Bawiłam się jego telefonem jeszczę przez jakiś czas. Gdy nagle ktoś zadzwonił. Paweł... ? To pewnie jakiś jego kolega. Niestety on właśnie przed sekundą wyszedł z pokoju i co ja mam teraz zrobic? Zawiesiłam rozmowę, ale chwilę po tym przyszedł esemes: " Jasiek kiedy wracacie?", jak tylko to przeczytałam odpisałam, że Janka narazie nie ma ,wyszedł z pokoju jakąś chwilkę temu. Wtedy Paweł poprosił mnie, żebym jak tylko Jan przyjdzie powiedziała mu że Brat zdzwonił. Jak mówił tak zrobiłam. Przyszedł Jaś z powrotem do pokoju. Podałam mu telefon i poinformowałam, że brat dzwonił. Jednak nie mówiłam, że używałam jego tel. Pewnie mocno by się wkurzył.


Dzień mijał. Za pięć minut 16,00.
-Marcelina, Błażej, Kornela! Wracamy do domu!
-Teraz?! - Zirytowany odpowiedział, jakby nie wiedział, że przecież nie będziemu tu cały kolejny dzień.
-Tak teraz. Chodźcie! - No i poszliśmy się ubrać. Gdy byliśmy już gotowi do wyjścia musieliśmy się pożegnać z wszystkimi w tym mieszkaniu.
-Do widzenia, pa, do zobaczenia - Tak cały czas do puki nie pożegnałam się z wszystkimi. Cały cza używałam tylko tych trzech zwrotów. Zdarzało się, że wymawiałam po raz  drugi do tej samej osoby. Tyle ludzi, że ciężko jest się rozeznać do kogo co mówiłaś. Jeżeli dobrze pamiętam to chyba już z wszystkimi się pożegnałam, no oprócz.... Został mi tylko Jasiek, ale ja panikuje, boję się z nim pożegnać. Ale niestety taka już jestem.
-Może mnie nie zauważy - Cicho do siebie powiedziałam Skradałam się powoli do drzwi tak żeby na niego nie wpaść. Jednak na moje nieszczęście on tam właśnie musiał stać, chyba też wychodził , bo stał ubrany.Wypuścił całą moją rodzinę, mamę, tatę, brata, siostrę no i teraz ja miałam wyjść. Odwróciłam głowę w drugą stronę i wyszłam. Jasiek także wyszedł, zaraz po mnie. Zamknął drzwi i zbiegł po schodach. Właśnie zauważyłam, że jego rodzice czekają już w aucie. Ciekawe kiedy oni wyszli.
-Marcelina no chodź!
-No już idę.- Podeszłam do auta i usłyszałam z całkiem nie dużej odległości głos Jasia.
- No to pa krzykaczko.- Wsiadłam do auta i nagle sobie przypomniałam, że zostawiłam telefon na górze. Wybiegłam z auta i ruszyłam w stronę budynku, w którym znajdowała się moja komórka. Trochę się zmęczyłam, bo jest tu dość dużo pięter, a mieszkanie cioci znajduje się na ostatnim. Długo nie szukałam wujek zauważył, że go zostawiłam i wiedział, że zapewne wrócę po niego więc wystawił go na komodzie.
-Dziękuje!- Krzyknęłam, mam nadzieje, że wiedzą o co mi chodzi. I wróciłam do auta. Jasiek już pojechał, a moi rodzice byli lekko poddenerwowani. Usiadłam na wolnym miejscu i samochód ruszył. W drodze do domu wstąpiliśmy do paru hipermarketów. Ja wzięłam sobie tylko kinder bueno i małe chipsy. Jestem w trakcie czytania książki, więc gdy tylko znowu ruszyliśmy zajadając się chipsami czytałam ją dalej. Wiem, że przy książce nie powinno się nic jeść, żeby jej nie ubrudzić, ale tak bardzo chciałam ją przeczyta i zjeść te chrupki, że tak jakoś wyszło. Tak się wciągnęłam w lekturę, że nie zauważyłam nawet kiedy dojechaliśmy na miejsce.

*** Trzy dni później***
Do rozpoczęcia się roku szkolnego zostały dwa dni.Chyba jak większość nie cieszę się z tej wiadomości. Jedynie co mnie teraz trzyma to to, że dzisiaj są dożynki. Dla tych co nie wiedzą. Dożynki to takie jakby święto, hm.... coś w stylu zakończenia zbioru plonów rolników i przez cały dzień rozgrywają się różne rozgrywki, a na koniec dnia impreza. Czas zakończenia nie określony. DJ gra do puki ludzie się nie rozejdą do domów. Mimo to zanim wyruszę się trochę pobawić, wolę mieć jeszcze trochę spokoju. Zapięłam Lakiego, narzuciłam na siebie cienką bluzę i wyszłam z domu. Doszłam wraz z Lakim na nasze wzgórze. Tak naprawdę to nie jest nasze wzgórze ale często tu bywamy. To miejsce jest naprawdę piękne i takie "magiczne'', no takie nietypowe. Usiadłam na trawie spoglądając na niebo, było ono kolorowe, a po tych kolorach płynęły, jak łódki małe obłoczki. Każda z chmurek przybierała ciekawy kształt, ktoś o wielkiej wyobraźni mógłby na nie patrzeć godzinami. Ja na nie patrzyłam z zupełnie innego powodu, a tak dokładnie nie mam jakiegoś powodu po prostu to mnie hipnotyzowało. Niebo w odcieniach różu i pomarańczu. Latem rzadko się zdarza o tej porze taki widok, jest 20.00, ale naprawdę było tu pięknie. Powoli na trawie pokazywała się rosa a w niej odbijały się kolory. Całe wzgórze wyglądało jak wielka i puszysta wata cukrowa. Zaraz za polaną na której leżałam, był las i gdyby tak siedzieć w całkowitej ciszy, a raczej leżeć i patrzeć na niebo wsłuchując się w szum lasu i śpiew ptaków wylatujących z niego. Mmmmm.. Niesamowite uczucie. Nawet nie zauważyłam kiedy zrobiło się już ciemno. Musiałam przysnąć, na szczęście na nie zbyt długi czas. Zapomniałam, że przyszłam tu z psem. Nerwowo odwróciłam się do tyłu. Okazało się, że Laki wraz ze mną siedział i wpatrywał się w niebo, aż w końcu ze zmęczenia położył się i usną. Jednak jeszcze bardziej się wystraszyłam gdy zauważyłam nadchodzący cień. Złapałam Lakiego i wtuliłam się w niego mocno. Nie wiedziałam czego mam oczekiwać. Gdy postać z daleka wyglądająca potwornie do mnie doszła, poznałam że to Jaś. Ale co on tu robi??? Później w drodze na festyn Jan powiedział mi, że cały czas siedział i patrzył jak spędzam czas na wzgórzu. Sam także wpatrywał i nie dowierzał jak piękne może być niebo. Powiedział mi również, że moja mama zaprosiła ich do nas na noc i na świetną zabawę.  Przez całą drogę rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Lakiego zaprowadziliśmy do mieszkania, a sami wyruszyliśmy na podryw. Hahaha. Tak uznał Janek. Muzyka była tak głośna, że roznosiła się po całej wsi. Weszliśmy w sam środek tańczących. Wyczołgaliśmy się stamtąd pośpiesznie i rozglądaliśmy się za stolikiem przy którym siedzieli nasi rodzice. Znaleźliśmy! W końcu. Poszukiwania trochę trwały. Gdy przechodziliśmy obok sceny zauważyłam tam grupę dziewczyn, więc gdy tylko z Jasiem znaleźliśmy stolik odłożyłam tam swoje rzeczy i poszłam tańczyć. Leciały piosenki wręcz stworzone do tańca w grupie. Gdy nagle DJ zmienił repertuar i zaprosił wszystkich "zakochanych", wtedy właśnie się rozeszłyśmy. Z trudem trafiłam do stolika. Moi i Janka rodzice poszli tańczyć, a ja zmęczona wypijałam soki. Takie w kartoniku. Janek z Błażejem wyszli na środek  zaczęli tańczyć, o ile to można było nazwać tańcem. Próbowałam powstrzymać się od śmiechu, ale ciężko było mi opanować emocje. W pewnym momencie podeszła do mnie Ola i także się z nich śmiała i nagle przyszły wszystkie dziewczyny, które wcześniej tańczyły i się z nich śmiały, jedna o mało się nie udławiła ze śmiechu. To było naprawdę zabawne. Przytulili się do siebie, złapali za pośladki i szerokimi krokami kiwali się na boki. Przeleciały już kolejne trzy piosenki a oni nadal nie zeszli z parkietu, a my nadal jak głupie śmiałyśmy się, po pewnym czasie same z siebie nawzajem. Na szczęście DJ poprosił o chwilę przerwy, my już ledwo żyłyśmy, a Janek z Błażejem usiedli zmachani i nie mogli wydusić ani słowa. DJ wrócił.
-Idziecie potańczyć? - To pytanie skierowałam do chłopaków, którzy popatrzyli na mnie spod byka. Ja się zaśmiałam i z dziewczynami ruszyłyśmy w tany.


_______________________

Tak a wiec to jest ten długo oczekiwany rozdział. I teraz mi powiedzcie wolicie krótkie co dwa dni czy takie, ale to zajmuje mi trochę więcej czasu
. Piszcie w komach albo na asku, a i teraz zmiana wiem, że miałam do tego osobnego aska ale jego usuwam i jak będziecie chcieli to podam wam prywatnego, ale to za jakiś czas ok ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz